0
Inspiracje

Opowieści w drodze. Pociąg. Rozdział I.

Pierwsza część cyklu “Opowieści w drodze”. Rozdział drugi dostępny tutaj. Co tydzień nowy rozdział!

Po prostu pisz – usłyszała, siadając do laptopa. Ta-dam, ta-dam, ta-dam, ta-dam, poczuj ten rytm i pisz. Nie zatrzymuj się, aby nie włączyć myślenia.

Dzień zataczał koło i chował się za widnokręgiem, promienie pomarańczowo-żółtego słońca oblewały mazowieckie równiny, gdy do pociągu weszła jasnowłosa dziewczyna. W środku siedział już mężczyzna przy kości, który odezwał się do niej po angielsku: Do you need help? Odpowiedziała przecząco, ale z uśmiechem i sama załadowała niewielki bagaż na półkę.

Naprzeciwko obcokrajowca, przy oknie siedziała inna dziewczyna, która na moment również przerwała rozmowę, by przywitać wchodzącą. Przy drzwiach siedział z kolei samotny pan, milczący i zajęty swoimi sprawami. Nie zwracał na nikogo uwagi. Obserwował świat przez podwójną szybę – jego wzrok musiał najpierw pokonać barierę szkła w zasuwanych drzwiach wagonu, a następnie przybrudzonego okna w korytarzu.

Kobieta usiadła po środku. Myślała chwilę, co zrobić – przyjąć postawę pasażera po prawej, czy dołączyć do rozmowy toczącej się po jej lewej stronie. Ostatecznie wybrała aktywne milczenie. Słuchała, z jakich elementów złożona jest układanka, której stała się częścią.

Rozmowa toczyła się po angielsku. Czarnowłosa dziewczyna wróciła właśnie z Francji, gdzie pracowała jako au pair, opiekując się francuskim rodzeństwem. Mężczyzna przy kości mieszka z kolei w Londynie, a do Polski przyjechał w interesach. Był nieco jowialny, więc rozmowa z młodą współpasażerką bardzo mu schlebiała. Liczył, że również jasnowłosa dołączy do konwersacji. Ona jednak czuła, że na razie powinna milczeć. Nie chciała podsycać pragnień londyńczyka. Schowała się więc za laptopem, słuchała i pisała dalej.

Mężczyzna zionął hedonizmem. Świadczył o tym ogromny brzuch, w którym pływały jego smutki, żale, słabości i… chipsy, które właśnie zagryzał. Sposób patrzenia także dużo mówił o jego naturze. Co rusz mrużył oczy, a kiedy to robił, można było dostrzec, że pod powiekami przebiegają mu myśli na temat siedzących przed nim kobiet. Czasem nie spostrzegał nawet, że myśli spod powiek wędrowały do ust i, ni stąd ni zowąd, zamieniały się w zdanie typu: I knew so many women in my life but Polish women are the most beautiful in the universe!

Żona umarła kilka lat temu. W Anglii czekała na niego dorosła już córka. Obcokrajowiec nie spuszczał z oczu telefonu, który o 17 miał zadzwonić. Wtedy właśnie podczas five o’clock starym zwyczajem ojciec i córka rozmawiali, mówili, jak bardzo się kochają i za sobą tęsknią. Daj Boże, żeby telefon zadzwonił – myślała siedząca naprzeciwko ciemnowłosa.

Hedonizm widać było również w postawie ciała Anglika – na wpół leżący, tylko lekko podpierał się rękami o fotel lub trzymał ręce na brzuchu. Każdy gwałtowny ruch pociągu powodował, że ledwie potrafił utrzymać swoje ciało w ryzach, wydawało się, że za chwilę przewróci się na którąś ze stron. Niesiony przez życie, bez żadnej kontroli, ale też bez świadomości upadku, staczał się ku śmierci.

Z kolei czarnowłosa, szczupła kobieta siedziała prosto, nieruchomo, z rękami opuszczonymi na kolana jak krucha laleczka z porcelany, która przyjęła określoną pozę. Gdyby Anglik przetoczył się w jej stronę, pewnie by ją zgniótł, bo nie zdołałaby stawić oporu. Tymczasem tkwiła w rozmowie, bo uciec nie było dokąd. W dzieciństwie rodzice chwalili jej posłuszeństwo, nauczyciele powtarzali, że jest grzeczna i kulturalna. Tak formował się jej kształt, który ostatecznie objawił się w pozycji, jaką przyjęło jej ciało w pociągu.

Droga wydawała się monotonna. Krajobraz za oknem przechodzący z nizin w łagodne pagórki i delikatne wzniesienia, sprawiał wrażenie, jakby był narysowany cyrklem przez dziecko, które niewprawną rączką tworzy nieregularne kształty. Jednak można było odnieść wrażenie, że pojazd porusza się po okręgu, a umysł w tym czasie rozciąga się jak pies na legowisku. Było wygodnie i przytulnie. Unieruchomieni w fotelach podróżni oglądali przez okna wagonu film, który wyglądał jak życie.

Regularny stukot kół sprawiał, że obcokrajowiec powoli przymknął oczy i pogrążył się we śnie. Śnił o tym, jak jako chłopiec wraz z kolegami dojechał wózkiem mleczarskim do Land’s End, najdalej na zachód wysuniętego punktu Anglii, śnił, jak oświadczał się swojej pierwszej żonie na koncercie Beatelsów w Plymouth, a potem wracali razem mokrzy do domu, bo policja musiała użyć węży z wodą, by uspokoić rozentuzjazmowany tłum, śnił o narodzinach córki Kate, o awansach w firmie, problemach ze zdrowiem, śmierci żony i depresji, przez którą zaczął tyć i o wielu innych rzeczach, które się nawet filozofom nie śniły…

W tym czasie siedząca naprzeciwko rozmówczyni również rozluźniła ciało, uwolnione od reżimu grzeczności i spojrzeń interlokutora. Z kolei milczek po prawej stronie nie zmrużył nawet oka. Przez cały czas wpatrywał się w przestrzeń za oknem. Co tam widział?  Wydawało się, że nie słucha, co się dzieje w wagonie. Jego spojrzenie było zawzięte i pełne urazy. W głowie brzmiała mu zupełnie inna melodia, która nie pozwalała odpuścić, nawet teraz, w trakcie tej podróży. A może właśnie podczas niej?

W młodości w jego domu rodzinnym istniała zasada: Dzieci i ryby głosu nie mają. Maksymę tę upodobał sobie jego ojciec, ceniący spokój i lubujący się w swej własnej narracji i jedynej racji. Pasażer siedzący teraz w wagonie na studiach był raczej uległy i spolegliwy. Gdy jego współlokator zamieniał pokój w akademiku w harem, wolał przymknąć na to oko, przekonany, że i tak nie będzie w stanie nic zrobić. Uczył się dobrze, bo wierzył, że warto jest wiedzieć. Gdy jednak pytał samego siebie, jaki jest sens studiowania, niczym topiąca się ryba nabierał wody w usta, bo czuł, że nawet dyplom nie pozwoli mu mówić całej prawdy, którą nosi w sobie. W tym stanie został przyłapany teraz – zły na cały świat, że kiedyś odebrano mu głos i nakazano milczenie jak dziecku, które naiwnie i pokornie słucha tych, których kocha, choć nie rozumie.

Śliska łuska pokrywająca ciało ryby sprawia, że nie da jej się dotknąć ani przytulić, bo wierzga i wyślizguje się z rąk. Skazana na samotność może pokładać ufność tylko w tajemnicy, którą jako jedno z niewielu stworzeń poznała w wodnych głębinach, między niebem a ziemią na granicy życia i śmierci.

Jasnowłosa dziewczyna również nie spała. Była czujna. Trzymała się mocno fotela, by nie upaść i nikogo nie zranić. W pociągu rozległ się przenikliwy pisk. Wagonem zatrząsało. Pędzący pojazd rzucał ciałami na lewo i prawo, w przód i w tył. Anglik przygniótł siedzącą naprzeciwko porcelanową kruszynkę. Mężczyzna przy drzwiach uderzył głową w szybę. W powietrzu unosił się smród spalonego metalu, iskrzących się w ogniu tworzyw sztucznych, słychać było płacz, jęk i wrzask. Jasnowłosa słyszała wszystko jak przez szybę, gdy wyciągała na zewnątrz nieprzytomnego współpasażera, który co chwilę wyślizgiwał jej się z rąk.

Co się stało?! Kto zawinił? Dlaczego nikt nic nie robi? Jak można było to przewidzieć?! Czy dało się tego uniknąć?! – te pytania docierały do uszu ciągniętego przez korytarz pociągu mężczyzny, który mamrotał coś pod nosem: … pan w kapeluszu, margaretki, pieniądze, ptaki, czarny, bia…

Jasnowłosa sczytywała słowa z jego ust. Z jakiegoś powodu wydawały jej się ważne, ale nie sklejały się w logiczną całość. Nie zdołała wydobyć kobiety przygniecionej przez Anglika, która krzyczała wniebogłosy, że miażdży jej rękę. Obcokrajowiec chyba jeszcze żył, bo słyszała, jak z przerażeniem jęczał, cedząc słowa: Oh…my…God!

Niepojęte – być w ręku Boga.

Obok potrzeby, by we wszystkim znaleźć sens, jest jeszcze potrzeba bliskości drugiego człowieka, człowieka, przed którym możemy stanąć w absolutnej nagości, jak nas Pan Bóg stworzył. Świętość życia ludzkiego, przed którą pochylamy się z czcią i nabożnością.

Wiedziała, że mówili niewolno, ale ona weszła. Niewolno zaglądać w oczy śmierci. Ale ona weszła. Niosła w sercu pytanie, które znalazło swój czas, właściwy moment, by je zadać, a przez to zadziałać. Czy ta śmierć nie ma szczególnego znaczenia poza tym, że jest to koniec na drodze możliwości? Czy może dopiero oglądający tej śmierci znaczenie nadadzą? Stała więc i trzymała za rękę umierającego Anglika. Gdy nagle zadzwonił telefon. Spojrzała na zegarek – dwie po 17.

Może Ci się spodobać

Brak komentarzy

Leave a Reply