0
Inspiracje

Opowieści w drodze. Pan w kapeluszu. Rozdział II.

Druga część z cyklu “Opowieści w drodze”. By zapoznać się z pierwszą, kliknij tutaj. Co tydzień nowy rozdział.

Jasnowłosa stanęła w drzwiach pociągu i zakręciło jej się w głowie. Słychać było wycie syren, krzyki i jęki poszkodowanych pasażerów. Służby ratownicze były już na miejscu. Przejęły mężczyznę, którego dotaszczyła do drzwi. Miał ranę na głowie, ale był przytomny. Widziała przerażenie w jego oczach, które jednak zamiast wcześniejszej urazy wypełniała już wdzięczność.  Usiadła na schodkach wagonu. Podszedł do niej młody ratownik, podał jej rękę, by bezpiecznie zeszła na ziemię. Wymienili się porozumiewawczymi uśmiechami. Ten dwudziestoparoletni brunet wydał jej się dziwnie znajomy. 

Gdy stanęła na ziemię, widok, który roztaczał się przed jej oczami był porażająco piękny. Przestraszyła się tego odczucia. Piękno nie pasowało do rozgrywającego się za plecami dramatu. Czerwone słońce chyliło się ku zachodowi i muskało złocieniami łany zbóż, żółty rzepak i twarz dziewczyny. Aż strach było się odwracać. Z tyłu leżał przewrócony pojazd, który rozciął tę sielankową przestrzeń na pół, pozostawiając bolesną ranę w przestrzeni i w ludziach.

Ona w tym krajobrazie była jak żywa pretensja. Stała w świetle niczym Matka Boska Bolesna płacząca nad tym, co zostało zabrane. Nosiła w sobie pytania, które już są, ale jeszcze nie dojrzały, by stać się pieśnią chwili obecnej. Kiedyś jeszcze je zada.

Wraz z ratownikiem dotarła do karetki. Na szczęście miała tylko drobne zadrapania. Zobaczyła w oddali współpasażerkę z bandażem na ręce. Ruszyła za nią, przechadzając się pomiędzy punktami opatrunkowymi. Po chwili zauważyła, jak czworo ratowników niesie na noszach mężczyznę. Był nieprzytomny i wpompowywano mu tlen: – Przejście! Przejście! – krzyczeli. Po chwili stała już przy otwartych drzwiach karetki i obserwowała akcję ratunkową.

Z zadumy wybudził ją głos:

– Kim jesteś?

A on szedł pod górę żując liścik

A za nim ziemia wdzięczności, niebo miłości

Szedł na górę zapomnienia

Szedł przez las przebaczania

I przez chmurę odrodzenia

Do domu nowego imienia[1]


Jednostajny, przeszywający uszy dźwięk rysował linię ciągłą w powietrzu.

– Kim jesteś? Nie wolno tu przebywać! – powiedział ratownik.

– Ja… nie wiem. Po prostu tu weszłam. Nie jestem nikim szczególnym.

– To proszę stąd wyjść!

Jasnowłosa odeszła więc, niosąc w sobie śmierć człowieka z wysp. Myślała o córce, która jeszcze nie wie, że jej ojciec przekroczył już granicę zapomnienia.  

Dwudziestoparoletni ratownik z karetki wyłowił ją z tłumu.

– Gdzie się pani tak włóczy? Wszędzie pani szukam! Jedziemy do szpitala, powinna pani pojechać z nami.

Jasnowłosa nie miała zbyt dużego wyboru środka lokomocji, a pewne było, że z tej przestrzeni uciec powinna. Utknęli w szczerym polu, ktoś musiał ją stąd zabrać, więc się zgodziła. W karetce siedziała już jej współpasażerka, a na leżance był mężczyzna, którego wywlekła z wagonu.

  – Dziękuję pani! Mam na imię Adam – powitał ją na wejściu.

            – Inna, dla przyjaciół Ina – odpowiedziała.

            – Kasia – przedstawiła się ciemnowłosa.

            – No dobrze, skoro robi się tak miło, Paweł, dla przyjaciół Solo – wtrącił się ratownik, zamykając drzwi karetki, po czym rzucił do kierowcy: – Jedziemy!

Przez całą drogę zgromadzeni z jakiegoś powodu nie rozmawiali o wypadku, lecz o życiu, które choć poturbowane, nagle się ożywiło. Karetka przecinała pola na wskroś, by dojechać do drogi głównej. Po prawej stronie leżał przewrócony wrak pociągu. A podróżni jakby zapomnieli o dramacie, który rozgrywał się w środku.

Tymczasem Pan w kapeluszu szedł dalej polną ścieżką, która była zawiła jak poruszające się ciało węża. W oddali widać było dom na wzgórzu, w którym świeciło się światło.

– Mamy gościa! – wyszeptał, poruszając siwymi wąsami.

[1] A. Sulima-Suryn, Dialogi z Tomaszem.

Może Ci się spodobać

Brak komentarzy

Leave a Reply