Ina odsłoniła pożółkłą firankę i obserwowała przechodniów krążących wokół małego jeziorka w parku. Po prawej stronie była dzwonnica kościelna, która wybijała właśnie godzinę 15.
– Niezły widok tu ma!
Adam zaaferowany mówił:
– Tylko niczego nie dotykaj! Jak staruszek się obudzi, to na pewno się zorientuje!
– Chce ci się tak nim zajmować? – zapytała.
– Lubię go. Przypomina mi mojego dziadka.
Rudy kot wynurzył pyszczek zza figurki z Matką Boską stojącej na regale, po czym zeskoczył i zaczął tulić się do nieznajomych. Ina nie odwzajemniała pieszczot. Jest bardzo podejrzliwa w stosunku do kotów. Adam pogłaskał zwierzaka, po czym zajrzał do lodówki i szafek, by zobaczyć, czy niczego nie brakuje.
– Ina, patrz co mam! – powiedział, wyciągając z szafki bimber. – Chcesz spróbować?
– No pewnie!
Chłopak rozlał eliksir do dwóch kieliszków i jednym haustem młodzi wypili za tę przedziwną znajomość.
Z pokoju zaczął dobiegać duszący kaszel starszego człowieka.
Adam czym prędzej poszedł do sypialni. Ina została w kuchni, obserwując przez lekko uchylone drzwi, co się dzieje.
– Dzień dobry, panie Stanisławie! Jak się pan dziś czuje? – powiedział Adam, poprawiając poduszkę.
– Witaj Adasiu… Dziś słabiuuutko… Kłuje mnie w klatce piersiowej i nie mogę złapać tchu.
Adam słuchał starszego pana, mierząc mu jednocześnie ciśnienie. Wynik grubo ponad normę.
– Panie Adamie, musimy zadzwonić po karetkę. Nie chcę pana straszyć, ale lepiej się przebadać.
– Nigdzie nie jadę! Poradzę sobie.
– Panie Adamie…
– Nie jadę i koniec.
– Dobrze, już dobrze, wodę pan dziś pił? – zadał retoryczne pytanie, nie widząc na szafeczce ani butelki, ani szklanki.
Adam wszedł do kuchni i poprosił, by Ina zadzwoniła po karetkę. Wrócił do pokoju i usadził starszego pana, by mógł się napić. Po chwili staruszek odezwał się:
– Adam, pomożesz mi dojść do toalety?
Chłopak pozwolił mężczyźnie wesprzeć się na nim. Gdy szli w kierunku toalety, staruszek dostrzegł kątem oka dziewczynę, która przykładała telefon do ucha. Obok niej na blacie stała butelka bimbru i kieliszki.
– A kto tu do cholery jest?! Kogo ty mi tu, psia kość, sprowadzasz? Tak się zabawiacie moim kosztem? – powiedział wzburzony, szamocząc się gwałtownie i klnąc pod nosem.
– Nie, to nie tak… – Adam próbował go uspokoić, ale nic nie pomagało. Po chwili staruszek złapał się za serce i upadł.
– Panie Stanisławie! Halo, czy pan mnie słyszy? Halo? – krzyczał przestraszony chłopak.
– Ina, on chyba nie…
Kot wskoczył na ciało swojego właściciela, zaczął przebierać nóżkami i uderzać pyszczkiem o jego brodę, oczekując odwzajemnienia uczuć. Ręka, która do tej pory okazywała mu tyle czułości, leżała nieruchomo na ziemi..
Brak komentarzy