0
Podróżowanie głębokie

Krytyka samorozwoju

Harmonijny rozwój zarówno materialnej, jak i niematerialnej strony naszej rzeczywistości jest niezbędny do rozwoju „człowieka całkowitego”. Jak wiadomo, cywilizacja zachodnia oparta na systemie kapitalizmu zdeprecjonowała to, czego nie widać, a co ukryte głęboko. Inni z kolei, najczęściej bracia ze Wschodu, ale też wszyscy zmęczeni kultem pieniądza koncentrują uwagę na tym, co niewidoczne, czyniąc z tego sacrum:

Pragną dawać wyraz niewidocznym aspektom życia, które leżą poza wymiernym światem nauki, przekonani, że jeśli to uczynią, doświadczą większego poczucia dobrostanu[1].

Na przestrzeni wieków przemianie ulega kontekst społeczno-kulturowy, ale nie motor napędzający działanie jednostek szukających zrozumienia i pełni. Wydaje się, że w obecnych czasach, kiedy filary, na których opierał się świat, przewracają się jeden po drugim, zwrot do wnętrza jest jeszcze silniejszy. To wielka szansa, a jednocześnie duże niebezpieczeństwo. O tym, jak wielkie jest pragnienie człowieka, by pielęgnować głębię, pokazuje ogromne zainteresowanie filozofią Wschodu, praktykami buddyjskimi jak joga czy medytacja, które wyrywane są z kontekstu religii i dopasowują się do poziomu, który byłby do zaakceptowania przez człowieka z cywilizacji ponowoczesnej.

Niebezpieczeństwem jest zapewne fascynacja samorozwojem, samokształceniem, samo-wyciszeniem, praktykami i terapiami, które są serwowane niczym w supermarkecie[2]. Każdą z tych rzeczy, okazuje się, można kupić i posiąść. Od zawsze coś mi nie grało we wszystkim, co zawiera człon „samo-”, bo wymaga on skoncentrowaniu całej uwagi na sobie, a raczej na swoim ego, które się nią karmi, a to już tylko krok od oddzielenia się od świata i innych ludzi. Z bardzo dużą rezerwą podchodziłam zawsze do coachingu. Nie usłyszałam jeszcze chyba nigdy, by któryś z tych wielkich mówców motywacyjnych zwracał uwagę na coś/kogoś, co jest dalej niż czubek własnego nosa, ale może za mało słuchałam…

fot. Ewa Lena Brzozowska

Ktoś powie, ale jak to? Medytacja jest zła? Edukacja? Treningi? Terapie? Oczywiście, że nie! Wydaje mi się jednak, że granica między dobrym wykorzystaniem dostępnych narzędzi, by naprawdę pozwoliły na rozwój człowieka a zachłyśnięciem się różnymi praktykami jest naprawdę cienka. Dobrze ją zauważyć, by ocenić, czy przypadkiem w którymś z przypadków jej nie przekraczamy. Niedawno zakończyłam blok tekstów poświęconych dobremu przeżyciu poranka (ta tematyka została rozwinięta w e-booku „Głębia poranka”, który niebawem pojawi się na blogu), gdzie pisałam między innymi o blokach rozwojowych. Czuję się zatem zobowiązana, by zwrócić uwagę na sam proces „samodoskonalenia”, byś mogła/mógł rozwinąć się w pełni i byś nie fiksowała/fiksował się na rozwoju dla rozwoju, ale by zawsze drugi człowiek – czy szerzej – potrzeby świata były gdzieś na horyzoncie. O konieczności wyjścia poza swoje egotyczne „ja” pisałam również m.in. w tekście na temat zasady M-I-R.

Nadmierna koncentracja na sobie i swoim dobru prowadzi do sytuacji patologicznych, w których na przykład selekcjonujemy znajomych, z którymi warto i nie warto rozmawiać, dla których warto i nie warto „tracić czasu”, bo na przykład, zakładamy, że nie wniosą żadnej wartości do „naszego programu rozwojowego”.

Patologiczną formą samorealizacji jest również sytuacja, w której pniemy się po szczeblach kariery zawodowej czy naukowej, myśląc, że robimy tyle dobrego dla świata, który, jak na ironię, jest już na innej orbicie. I oczywiście nie mam na myśli okresów, kiedy wręcz należy się od tego świata odciąć, by pozwolić sobie na pracę głęboką, która popycha nasze życie do przodu. Mowa o sytuacji, kiedy permanentnie deklarujemy, że jesteśmy zajęci, pracując nad ważnym problemem, a naprawdę mamy doskonałą wymówkę, by bliscy, znajomi zostawili nas w spokoju.

Życie nie jest jednak do przemyślenia, życie jest do przeżycia.

No dobrze, to w takim razie, gdzie szukać szansy w tym zwrocie do głębi? W Podróżowaniu Głębokim chodzi o to, by przez koncentrację na swoim byciu w świecie, zaprzeć się samego/samej siebie i przez spojrzenie w głąb, spojrzeć wzwyż, poza swoje ja, na drugiego człowieka, na otaczający Cię świat i jego potrzeby. Mam wrażenie, że właśnie wtedy działa „prawo przyciągania”, zgodnie z którym, jeśli dajesz dobro, dobro otrzymujesz. Dużo dobra. Dlatego jeśli uważasz, że ten tekst i problematyka poruszana na blogu może się komuś przydać, podziel się tym 🙂 Będę Ci bardzo wdzięczna!


[1] P. M. Socha, O byciu, wierze, świętości i duchowości, czyli jak pojęcia chodzą parami, w: I. Borowik, H. Hoffmann (red.), Światopogląd: między transcendencją a codziennością, Zakład Wydawniczy Nomos, Kraków 2004, s. 45–56.

[2] Jedna z brytyjskich stacji komercyjnych wprowadziła do swoich programów serial zatytułowany „Supermarket duchowości”, w którym oferowała odbiorcom szeroki wybór doświadczeń: od terapii, poprzez medytację, do mistyki. Treści te zaczerpnięte z różnych religii stanowiły swoisty konglomerat, złożony z różnych elementów, zmieszany całkowicie dowolnie, zgodnie z zasadą marketingowej skuteczności. Zob. J. Mariański, S. A. Wargacki, Płynne „sacrum” w społeczeństwie ponowoczesnym, Uniwersyteckie Czasopismo Socjologiczne, nr 17 (4), 2016,  s.16.

Może Ci się spodobać

2 komentarze

  • Reply Karolina 1 lipca, 2020 at 6:37 pm

    Nic dodać, nic ująć 😉

    • Reply Agnieszka 1 lipca, 2020 at 6:50 pm

      Bardzo dziękuję! ☺️

    Leave a Reply