0
Inspiracje Podróżowanie głębokie

Kobiece poczucie winy jako przeszkoda w wyrażaniu siebie

Dlaczego ciągle czuję się czemuś winna? Dlaczego nie czuję się lekko i ciągle czymś się zamartwiam? Dlaczego nie umiem odpoczywać? Jak taniec i świadomy ruch może pomóc w odkryciu tego, co sprawia mi radość?

Kobiece poczucie winny daje o sobie znać w sposób szczególny w patriarchalnym, czyli naszym świecie. Ujawnia się w kontakcie z męskością (również istniejącą w kobietach), która każe aktywnie działać, robić te tzw. poważne rzeczy. Kobiece poczucie winy mocno rozgościło się również w rodzinach. Wyobrażam sobie, że wyjście kobiety na masaż może być oceniane w kategoriach fanaberii, wymysłu, rozpuszczenia, wydziwiania. Bo przecież jak to? Mężczyzna ciężko pracuje od rana do wieczora i na żadne masaże nie chodzi, a kobieta siedzi cały czas w domu, zajmując się dziećmi i śmie prosić o chwilę relaksu?

Nawet jeśli stworzymy sobie oazy równości, to poza nimi świat pozostaje patriarchalny – kultura i tradycja tego świata ma na tronie Boga, który jest wyobrażany jako mężczyzna, abstrahując od Jego prawdziwej natury. Obok Niego w naszej zbiorowej nieświadomości nie ma równorzędnej Bogini – ponownie abstrahując od tego, czy naprawdę Jej nie ma.

Mówiąc o kobiecym poczuciu winy nie mam na celu jego stopniowania, mówienia, że jest większe/mniejsze niż męskie, ale chcę podkreślić jego inną jakość. Nie chcę w żadnym wypadku powiedzieć, że mężczyźni nie odczuwają poczucia winy, bo – jak każda emocja – jest ono po prostu ludzkie.

Nie bez powodu wspomniałam wcześniej o dzieciach, bo mocno odczuwam, że ich pojawienie się niemalże automatycznie uaktywnia u kobiet – jakby uśpiony wcześniej – gen poczucia winy. W sposób nieracjonalny, ale uwarunkowany biologicznie, to kobieta odczuwa całym swoim ciałem, że jest winna temu, że dziecko zapłacze. Może tego tak nie nazywać, ale czuje, że na niej spoczywa powinność, by wyregulować stan dziecka. Jest to pewien organiczny przymus, który od wieków warunkował przetrwanie naszego gatunku. Dobrostan dziecka jest warunkiem dobrostanu matki. Relacja matki z dzieckiem z biologicznego punktu widzenia jest inna niż na linii ojciec-dziecko.

Uważam, że czasem warto spojrzeć na nasz świat z lotu ptaka i dostrzec najpierw horyzont, a dopiero potem szczegóły. Oczywiście, że istnieją wielkie kobiety, które tak siebie umiłowały, że uwolniły się od „klątwy grzechu pierworodnego” i nie odczuwają już poczucia winy. Są też mężczyźni, którzy odczuwają je nieustannie. Są wreszcie kobiety samodzielne, które mogą sobie na wszystko pozwolić i codziennie się realizują, więc mogą nie rezonować tak bardzo ze zbiorowym kobiecym poczuciem winy, o którym mówi ten tekst. Te i inne wyjątki nie są przedmiotem niniejszych rozważań, choć uważam, że warto zaznaczyć ich istnienie na mapie naszego świata.

Dostrzec życie, jakie ono jest, a nie jakie życzylibyśmy sobie, żeby było – to podstawowa intencja czystego spojrzenia. Na kreację przyjdzie czas, gdy skonfrontujemy się ze stanem faktycznym.

Kobieta powinna być wdzięczna za wszystkie chwile, kiedy ma czas dla siebie. Poprawka – powinna być bardzo wdzięczna. Zwykłe „dziękuję” często jest jakieś za małe. Trzeba je albo wiele razy powtórzyć, albo inaczej wynagrodzić komuś ten czas, kiedy to ona mogła „siebie realizować i się spełniać”. Za takie poświęcenie należy się sowita zapłata. Kobieta czuje wdzięczność, ale jest ona okraszona przymusem tego szczególnego dziękowania, na które wszyscy czekają i które podświadomie ma złagodzić jej własne, cichutkie poczucie winy, że miała czelność o siebie zadbać – w bardzo szerokim sensie i znaleźć czas tylko dla siebie.

Najczęściej więc nie znajduje. Dla świętego spokoju, bo przecież czuje, że jej zadaniem jest utrzymywanie ładu, harmonii i pełni w domowym ognisku. Gdy głośno wyrazi swoje zdanie – od razu jest na swój sposób karana, sprowadzona do parteru, bo jakże ona – ta piękna, łagodna i czysta, niewiasta, wręcz duchowa istota – może podnosić głos i czegoś żądać?!

Najczęściej więc milczy. Milczy i nie wie, że niewyrażanie emocji nie oznacza ich kontrolowania. Każda złość, gniew, frustracja, gromadzi się pod skórą i rośnie jak guz. Często, by dać wyraz tej kobiecej rozpaczy, guz staje się realny, można go dotknąć i poczuć. Wtedy przynajmniej można głośno zapłakać. Świat aprobuje taki płacz, bo jest to płacz kobiety-ofiary, kobiety-męczennicy. Ludzie przyzwyczaili się do kobiet w takiej roli i same kobiety również się przyzwyczaiły. Sprawa staje się prosta – jest kat – patriarchalny świat, a więc i każdy mężczyzna z osobna, który nie słyszy krzyku kobiety, jest ofiara. Kto będzie wybawcą?

Nie bój się PRAWDY. Twoje emocje, ciało, sumienie stoją na straży jej granic. Nie stajesz do walki, ale jesteś orędowniczką pokoju. Nie budujesz podziałów, ale tworzysz harmonię – jesteś gwarantem pełni.

Poczekajmy. Mamy więc kobietę, która nienawidzi mężczyzn, żywi do nich urazę, bo uważa, że są odpowiedzialni za jej nieustające poczucie winy zamieniające się w złość, gniew, frustrację czy nawet chorobę. Mamy mężczyznę, który nic z tego nie rozumie, bo przecież uczciwie pracuje na chleb, stara się być przykładnym mężem i ojcem, a potem słyszy, że to za mało, bo musi znosić jeszcze jakieś kobiece fochy! Swoją drogą taka opozycja dwóch światów – męskiego i kobiecego, które ze sobą walczą, to bardzo podatny grunt do stworzenia „obozów kobiecej siły” często o poglądach skrajnie feministycznych. Przynależący do tych grup zdają się nie zauważać faktu, że w starciu dwóch sił – męskiej i kobiecej – sama biologia skazuje kobietę na przegraną. Po co więc w ogóle stawać do takiej walki? Wiemy od wieków, że zło zwycięża się dobrem.  Nie może więc być mowy o walce czy rywalizacji męskości i kobiecości, ale o ich współpracy i jedności w każdym człowieku. Ładu, harmonii i pełni nie zbuduje się przemocą i siłą. Kobieta, Wielka Matka, ma w sobie moc, którą może góry przenosić, burzyć mury i zdejmować kajdany. Każda kobieta ma w sobie wystarczającą cząstkę tej mocy, bo niesie w sobie doświadczenie Życia w Raju. Wie i czuje, o co w nim chodzi.

Kobieta, Wielka Matka, ma w sobie moc, którą może góry przenosić, burzyć mury i zdejmować kajdany. Każda kobieta ma w sobie wystarczającą cząstkę tej mocy, bo niesie w sobie doświadczenie Życia w Raju

Tragizm polega na tym, że świat ten nie próbował jeszcze zrozumieć kobiecości. Ale czy w ogóle można objąć ją rozumem? Czy nie powinno mu pomóc wrażliwe serce, które jest istotą tego, co kobiece? Kobiety stawały się coraz bardziej milczące, a zarazem wściekłe z bezradności i tylko czasem pokazywały cząstkę prawdziwej siebie w kobiecych fochach – nieudolnie, ale nie ma co się dziwić, nie było czasu i przestrzeni na więcej i inaczej. Świat ma proste rady – jakiś trener rzuci tu czy tam – pozbądź się poczucia winy, ciesz się wolnym czasem, gdy jest ci on dany! Świat nie zrozumie, że kobieta przez cały czas szuka sposobu i próbuje utrzymać balans między męskim i kobiecym, między opieką nad sobą i nad kimś jeszcze, kogo kocha najmocniej na tym świecie (dzieckiem, matką, rodzeństwem itp.).

Uwolnić się od poczucia winy kobieta może chwilowo, ale wcześniej czy później, za tydzień, dwa, miesiąc, rok, to poczucie winy do niej wróci. Może jej o nim przypomnieć każdy płacz dziecka sprawiający, że musi afirmować „jestem dobrą matką”, zapominając, że jest najlepszą matką dla swojego dziecka. Ktoś ze świata też może jej o nim przypomnieć. Jeśli ma szczęście i nie będzie to najbliższa rodzina, to babinka w warzywniaku, zwróci uwagę na jej zadbane włosy i paznokcie, gdy idzie do pracy i powie koleżance: „Takiej to dobrze, dziecko do żłobka oddała i teraz ma czas gwiazdorzyć! Pracuje na te swoje kosmetyczki, a czasu z dzieckiem nikt jej nie zwróci!”  Pokoleniowy ból niesiony przez matki, babki i prababki sprawia, że kobieta kobiecie staje się wrogiem, czując dziką zazdrość, że jednej może udało się to, czego druga tak przez całe życie pragnęła, ale nie wiedziała, jak po to sięgnąć. Przytoczoną wypowiedź starszej pani można też przeczytać inaczej – „To bardzo mądra kobieta, wie, że dziecko potrzebuje matki, a nic nie jest w stanie mu jej zastąpić. Fryzjer i kosmetyczka mogą poczekać. Matka powinna siedzieć z dzieckiem w domu jak najdłużej”. Co Ty, słyszysz, czytając te słowa? Dlaczego sympatyzujesz z jednym bądź drugim sposobem czytania tego samego komunikatu?

Dbam o innych, dbając o siebie

„Dbam o innych, dbając o siebie” – to z pozoru proste i zrozumiałe zdanie, które zdecydowanie łatwiej jest wypowiedzieć mężczyznom, jest tak naprawdę lekcją, którą można przepracowywać całe życie albo i pokolenie. Śmiem twierdzić, że nie można się tego nauczyć, chodząc regularnie na masaż, do kosmetyczki, czy oddając dziecko pod opiekę komuś innemu i realizując swoje sprawy. Bez uwolnienia się od poczucia winy na najgłębszym poziomie, nie można o siebie naprawdę zadbać, wyrazić głośno prawdy swojego serca. Bez uwolnienia świata od jarzma poczucia winy wszystkich kobiet, zaczynając od pierwszej Kobiety-Matki, nie nastąpi prawdziwe pojednanie. Można to przetestować w rodzinach – własnych mikrokosmosach .

Wiedzą to wielkie kobiety, jakie były i są nadal na tym świecie, może jeszcze ciche i uśpione, ale już głęboką rezonujące z tą koniecznością zmiany obecnego stanu.

Kobieto-Matko, Polko, Męczennico, Królowo Lodu, Skulona w Kulkę i Płacząca Dziewczynko, Potulna Żono, nie bój się swojej kobiecej mocy, którą jest Twoja prawda, do której masz prawo, choćby nie wiem jak było to trudne! Prawda wyraża się w Twoich emocjach, w Twoim ciele, w drżeniu i płaczu Twojego serca, w Twoim sumieniu, w pragnieniach Twojego ducha. Czy jesteś otwarta, by dać jej uwagę, by posłuchać, co cała Twoja istota chce Ci powiedzieć?

Twoja prawda buduje rodzinę i otwiera innych na poznanie tęsknoty ich serc. Żyjąc w zgodzie ze swoją Prawdą nie musisz dokonywać wyborów, szukając mniejszego poczucia winy – wrócić do pracy, czy zostać w domu z dzieckiem? Takie dylematy nie istnieją. Nie musisz odpowiadać ani tłumaczyć się nikomu ze swoich decyzji, bo jesteś cały czas przy sobie i wiesz, że robisz dobrze cokolwiek wybierzesz – Twoja Prawda jest z Tobą. Jesteś pełna.

Prawda nie jest ucieczką, nie jest w stanie nikogo skrzywdzić, zaniedbać, zlekceważyć, obrazić, bo jej drugie imię to MIŁOŚĆ. Może jednak onieśmielać boskością, łagodnością, współczuciem, delikatnością, gracją, pokojem, mocą. Może sprawić, że inni się jej przestraszą, będą się przed nią chować, będą próbować ją zdyskredytować, zakrzyczeć, mówiąc o Twoich fanaberiach i próbując zamknąć ci usta pierwszym owocem zła – poczuciem winy.

Nie bój się PRAWDY. Twoje emocje, ciało, sumienie stoją na straży jej granic. Nie stajesz do walki, ale jesteś orędowniczką pokoju. Nie budujesz podziałów, ale tworzysz harmonię – jesteś gwarantem pełni.

Dziękuję wszystkim kobietom i mężczyznom, przypadkowym przechodniom, zrządzeniom losu i miejscom, które przyczyniły się do powstania tego tekstu.

UWAGA!

Pracuję właśnie nad propozycją warsztatów z języka ruchu i świadomej pracy z ciałem, które pomagałyby odkrywać prawdę swojego wnętrza poprzez taniec intuicyjny i terapeutyczny ruch. Daj znać w komentarzu lub we wiadomości email wysłanej na podrozowanieglebokie@gmail.com , czy byłabyś zainteresowana/byłbyś zainteresowany udziałem.

Może Cię zainteresować:

Czym jest medytacja taneczna? przeczytasz tutaj.

Jak można zrozumieć siebie i swoje emocje za pomocą tańca i języka ruchu? – przeczytasz i posłuchasz tutaj.

Może Ci się spodobać

Brak komentarzy

Leave a Reply