0
Podróżowanie głębokie

Dlaczego ludzie podróżują?

Jeśli zrozumiemy, do czego potrzebna jest podróż, łatwiej będzie wyruszyć w drogę. Z tego tekstu dowiesz się, dlaczego podróżujemy i jak zacząć podróżować głęboko.

Każda podróż odnosi nas do sytuacji początku. Możemy na nowo stwarzać siebie i odkrywać świat, jak byśmy widzieli go po raz pierwszy. To doświadczenie dostarcza nam nowych informacji na temat tego, kim jesteśmy i co tu tak naprawdę robimy. Dlaczego więc nie wszyscy ludzie podróżują, skoro to takie dobre?

 Leszek Kołakowski szuka odpowiedzi na pytanie o chęć i niechęć do podróżowania w dwóch lekcjach, które na przestrzeni wieków otrzymała ludzkość: po pierwsze, świat nauczył nas, że jest niebezpieczny, więc lepiej zostać w miejscu oswojonym, zachować status quo; po drugie świat nauczył nas, że jest ciekawy, więc warto go zobaczyć[1]. W tym rozdarciu żyje człowiek współczesny, ewoluujący od turysty do podróżnika, a zmęczony, tudzież odpowiednio nasycony podróżami, zmieniający się na powrót w turystę.

Można by nawet powiedzieć, że nasze życie jest nieustannym poszukiwaniem balansu między rozwojem, który czasem wymaga destrukcji, a stabilizacją, która rozkoszuje się typową dla niej spokojnością.

A zatem ciekawość. Przyjrzyjmy się jej nieco bliżej.  Popęd, a zarazem typowo ludzka zdolność, która warunkuje wszelki rozwój i wyznacza granice ludzkiego poznania. Bo co gna himalaistów w góry, gdy w domu czeka kobieta w ciąży? Co każe ludziom ryzykować życie w morskich głębinach? Zapuszczać się w amazońską puszczę? Bić rekordy Guinnessa? Niektórzy nazywają to szaleństwem, ale gdy sukces zostaje osiągnięty, z dumą przyznają, że „człowiek to brzmi dumnie” (Maksym Gorki).

A jeśli szczyt już został zdobyty, maraton przebiegnięty, puszcza zbadana, to po co do cholery ktoś inny znowu się tam pcha?! Przecież już pokazaliśmy światu, że potrafimy, że możemy, że „miarą wszystkich rzeczy jest człowiek” (Protagoras). Po coś się tam rwał? – powie zatroskana mama.

Widzieć jak za pierwszym razem

No właśnie, bo nie o poznanie tu chodzi, lecz o własne doświadczenie czegoś po raz pierwszy. Celem nie jest eksponowanie siebie na zewnątrz z myślą: Patrzcie, jak dużo potrafię, ale o skierowanie siebie do wnętrza. Bo to moje „ja” przede wszystkim doświadcza nieznanego. Im dziksze miejsce, im bardziej ekstremalna wyprawa, tym większa szansa, że to nowe bardziej mnie zaskoczy, że nie będę zawiedziona/-y[2] poczuciem, że to już przecież było. Można by w tym miejscu postawić oczywiście pytanie o granice tego doświadczenia… Temat zasługuje na osoby artykuł, a tak się składa, że trwają pracę nad filmem dokumentalnym o wspinaczu górskim, więc nasz bohater z pewnością lepiej odpowie na to pytanie.

Chcielibyśmy zawsze być u początku, mieć poczucie, że świat jest dla nas otwarty, że się zaczyna właśnie, a samo przeżycie nowości w takie poczucie nas wprowadza…

Leszek Kołakowski

Ile razy w podróży przeszło Wam przez myśl: Lepszy widok był w Grecji! Tu jest tak jak na Islandii! Prawie jak na Wyspach Kanaryjskich! Plaże jak nad Bałtykiem… Czujemy się oszukani, bo nie po to jechaliśmy na koniec świata, żeby zobaczyć coś starego! Chcieliśmy się czuć jak zdobywcy, jak Kolumb dostrzegający właśnie nowy ląd! I jedziemy jeszcze dalej, wbiegamy na kolejną górkę z nadzieją, że uzyskamy lepszą perspektywę i widok tym razem zaskoczy nas nową jakością.

Przenieśmy to doświadczenie na naszą codzienność. Ile razy w miesiącu towarzyszy Wam poczucie, że każdy nowy dzień jest podobny do poprzedniego, wieje nudą i rutyną, a życie toczy się jak spokojna rzeka, która z wielkim mozołem płynie ku jakiemuś morzu, a dopiero gdzieś tam, za siódmą górą i siódmym morzem jest to nasze miejsce, w którym będziemy szczęśliwi…?

Powtórzmy – jest coś atrakcyjnego w myśli, że stoimy u początku czegoś nowego. Odzyskujemy wtedy kontrolę i energię do działania. To przeżywanie odnowienia czasu daje nam poczucie, że świat jest dla nas otwarty[3]. Dlatego szukamy nowych początków, wchodzimy w nowe relacje, zmieniamy pracę, zapisujemy się na kursy i szkolenia, świętujemy Nowy Rok, Wielkanoc i urodziny, wyruszamy w podróż, budzimy się każdego dnia…

Nasyć dzień treścią

No właśnie, a co, gdyby każdy dzień był nasycony treścią i sensem? Różnił się od poprzedniego, a rzeka, którą płyniemy, wpadała do konkretnego morza, wzbogacając je swoją wartością? Pamiętam zdanie, które znalazło się w jednym z moich pierwszych opowiadań napisanym w wieku lat 15: „Nadać sens swemu życiu. Co to właściwie znaczy? To znaczy, że trzeba wyrzec się łatwizny. To znaczy, że trzeba działać”. Intuicja podpowiadała mi, że bez dziecięcej ciekawości, o której piszę również w tym miejscu, niewiele można osiągnąć, ciekawości, która bywa zabijana rodzicielskim tonem głoszącym, że to pierwszy stopień do piekła…

Wyznacznikiem zdrowego balansu między stabilizacją a odkrywaniem jest nasze poczucie szczęścia i spełnienia, bo dopiero człowiek spełniony i szczęśliwy może cieszyć się osiągniętym statusem quo. Dopiero człowiek spełniony i szczęśliwy może zachwycić się pięknym widokiem, pomimo że widział już tysiące podobnych i każdym nowym dniem, mimo że nie ma w nim fajerwerków. Dopiero taki człowiek może pozwolić sobie na typowo turystyczny „wybryk” beztroskiego leżenie na plaży, popijania drinka z parasolką i czerpania z tego niekwestionowanej radości. W każdym innym przypadku pozostanie za „lilipucim murem”, we własnym kokonie bezpieczeństwa kończy się narastającą frustracją, że inni to mają dobrze, że inni to mogą sobie na tyle rzeczy pozwolić, że inni to byli tu i widzieli tamto, że inni to śpią na pieniądzach, mają szczęśliwe rodziny, a ja…?

Dopiero człowiek spełniony i szczęśliwy może cieszyć się osiągniętym statusem quo.

A ja wymyślę sobie, z tej złości, że się na nich wszystkich zemszczę za ich odwagę do dokonania zmiany[3], za ich pracowitość i kreatywność, ukrywając w ten sposób swoją własną słabość, swój własny strach… Postanawiam więc chodzić smutna i zmęczona, bo przecież nic się nie da zrobić, you know… life is brutal… Wtedy błogie leżakowanie na odludnej wyspie będzie ucieczką od codzienności, dzika puszcza amazońska będzie igraniem ze śmiercią, a nasza podróż stanie się zadaniem do spełnienia, sposobem na wzmocnienie ego, gdy inni zobaczą nasze nowoczesne trofea: zdjęcia na Instagramie i filmy na YouTubie.   

Oczywiście ktoś może powiedzieć, że nigdy nie czujemy się wystarczająco nasyceni, spełnieni i szczęśliwi. Owszem, ale jest różnica między powiedzeniem, że generalnie to jestem zadowolona z życia, choć nie jestem doskonała, cały czas się rozwijam, idę do przodu, jestem w podróży, która sama w sobie jest celem[5], bo wiem, że może być lepiej, a przyznaniem, że jest zupełnie odwrotnie. Każdy musi to rozważyć sam w sobie.


Jeśli właśnie tak się czujesz, sfrustrowana, zła, niespełniona, nieszczęśliwa, smutna, moja rada jest taka: zakasz rękawy, spakuj plecak i rozpocznij swoją głęboką podróż… Na drinki z parasolką przyjdzie jeszcze czas. Naprawdę! A może już tyle razy wracałaś do sytuacji początku, że wydaje Ci się to zupełnie bez sensu? Uwierz… to jest zupełnie normalne! Dostrzeżenie takiej chwili i pozwolenie sobie na nią jest bardzo w porządku. Nie jest natomiast w porządku zatrzymanie się na tym etapie, “bo inni…”. Twoje, nazwijmy to dumnie – przeznaczenie – wcześniej, czy później się o Ciebie upomni i wtedy już naprawdę trzeba będzie wyruszyć w drogę. Pamiętaj też proszę, że w tej podróży, którą możesz rozpocząć już dziś, nie jesteś sama.

Jak wiadomo, najważniejsze wyprawy rozpoczynają się o świcie. Pora o wchodzie słońca jest najlepsza do podjęcia wyzwania, do rozpoczęcia procesu stopniowego wprowadzania zmian w naszym życiu. Poranek jest miniaturką początku podróży, odbiciem momentu stworzenia świata. Budzimy się, by ten świat kreować, poznawać i na nowo doświadczać. Aby jednak tego dokonać, warto poznać kilka zasad dotyczących uporządkowania poranka, o których już wkrótce… 🙂

Jeśli ten tekst był dla Ciebie pomocny, dał do myślenia lub wiesz, że może przydać się komuś innemu, proszę podziel się nim. Będzie mi miło, jeśli będę mogła Cię gościć na mojej stronie na FB oraz w dedykowanej grupie Podróżników Głębokich 🙂


[1] L. Kołakowski, Mini wykłady o maxi sprawach, Znak, Kraków 2004, s. 43-44.

[2] Tu i dalej obok końcówki żeńskiej, stoi końcówka męska. Panowie wybaczcie proszę, ale dla zachowania przejrzystości tekstu pozostawiam w tekście tylko jedną formę. Treści są uniwersalne i przeznaczone dla wszystkich.

[3] L. Kołakowski, Mini wykłady…, dz. cyt., s. 46.

[4] O mechanizmie działania hejtu i szerzenia nienawiści w sieci mówi nowy film Jana Komasy Sala samobójców. Hejter.

[5] O drodze, która staje się celem, pisałam gościnnie w słodko-gorzkiej formie na blogu https://www.napokladziezycia.pl/zabawne-historie-z-podrozy-blogerzy/

Może Ci się spodobać

Brak komentarzy

Leave a Reply