0
Podróżowanie głębokie

Czym mogą być narodziny do roli MATKI?

Podobno, aby przeżyć powtórne narodziny, trzeba najpierw się obudzić, potem umrzeć, a następnie się narodzić (Gurdżijew). Mam wrażenie, że w czasie mojej dziewięciomiesięcznej podróży w głąb siebie przeszłam przez te etapy, rodząc się do nowej roli – do roli matki.  

Czuję, że droga ta była ogromnym darem, jaki otrzymałam i przyjęłam. Po raz kolejny przekonałam się, że każdy dar jest też zadaniem. Moje było wyjątkowo trudne, bo wymagało zburzenie starego ładu, zrewidowania trwałych relacji, istniejących w ich ramach schematów, często w odniesieniu do osób najbliższych. Bardzo łatwo można z takiego daru zrezygnować, powołując się na „paragraf” o zagwarantowaniu kobietom w stanie błogosławionym niezmąconego spokoju. A ja chciałam burzyć i budować. Miałam energię i wewnętrzne przyzwolenie, by robić to dla większego dobra.

Jak to jest być w trzech czasach jednocześnie?

Moja głęboka podróż odbywała się jednocześnie w trzech czasach – przeszłym, teraźniejszym i przyszłym. Wiedziałam, że nieczęsto w życiu dochodzi do takiego zakrzywienia czasoprzestrzeni. Nie przemawiały do mnie więc argumenty, że „było – minęło”, „po co do tego wracać”, kiedy ja czułam, że TO jest i wcale nie mija, a zatem będzie trwać i w przyszłości, która z chwilę przestanie być już tylko moją przyszłością, a stanie się również czyjąś teraźniejszością.  

To budowanie dotyczyło głównie własnej kobiecości*, która zaczęła się domagać czułej uwagi. Ponad dwuletnia praktyka języka ruchu i świadomej pracy z ciałem od początku otwierała mnie na kobiece jakości, które wcześniej uważałam za mało ciekawe, bo przecież trzeba działać, a nie się rozckliwiać, roztapiać we własnej wrażliwości czy wsłuchiwać się w potrzeby ciała i duszy. To byłaby strata czasu i oznaka słabości! Świat nie lubi i nie docenia ludzi słabych, a oni, wiedząc to, chowają się za twardym pancerzem, a przyłbicą zakrywają twarz tak, by nie widać było łez. To sposób, by pokazać światu swoją siłę.

Co to znaczy pracować nad swoją kobiecością?

Dopiero w okresie ciąży zobaczyłam efekty tej powolnej i ukrytej pracy nad swoją kobiecością, która toczyła się jakby pomimo mojej świadomości. Stopniowo otwierałam się w ruchu na subtelność, rozkosz, delikatność, przepływ.  Zaczynałam dostrzegać, jak budzi się moja intuicja i jak cenna jest dla mnie własna wrażliwość w spotkaniach z drugim człowiekiem, w głębokich rozmowach. Dopuszczenie tego wewnętrznego głosu i udzielenie mu uwagi odkryło przede mną zupełnie nową drogę życia, która wcześniej pozostawała niezauważona, choć od początku biegła niemalże równolegle do autostrady, po której mknęłam z zawrotną prędkością.

Kobiecość odczuwalna w najmniejszych komórkach mojego ciała podczas ruchu autentycznego pokazała mi, jaka jest różnica między mocą a siłą i że siła nie ma żadnych szans w spotkaniu z mocą. Podczas mojej podróży spotkałam się z „Wielką Matką” i odkryłam w sobie jej aktywność. Podczas gdy męska siła – w moim doświadczeniu – czerpie z zewnątrz, opiera się na innych, na świecie zewnętrznym, a dla swojego istnienia potrzebuje napinać mięśnie i eksploatować ciało, by osiągnąć zamierzony efekt, kobieca moc ma swoje źródło we wnętrzu i nie jest od nikogo uzależniona. Może zdziałać więcej i trwać dłużej, bo jest w przepływie – a nie w starciu – ze światem. Nie pręży muskułów, lecz szuka rozluźnienia, delikatności, czułości. Wszystko jednoczy, harmonizuje, ukochuje.

Doświadczenie RAJU

Kobiecość, którą odkryłam, jest jakością boską, bo automatycznie przenosi mnie do doświadczenia RAJU. Męskość momentalnie wywołuje wstyd, każe się przyodziać, bo zakłada istnienie obserwatora – kogoś, kto może obnażyć moją nagość, dostrzec moją słabość i wrażliwość. W spotkaniu z tak rozumianą męskością muszę się schować jak pierwsi rodzice w Ogrodzie Eden – przyodziać pancerz i wytrzeć łzy, żeby przetrwać w tym nowym świecie, poza bramami Raju. Kobiecość mówi: „Płacz moje dziecko!”, a ono płacze, bo tak czuje jego serce, które wie, że jest bezpieczne i nie zostanie odrzucone.

Zadaję sobie pytanie, co się stanie, jeśli w okryciu tej kobiecej aury przekroczę bramę Raju? Co się stanie, jeśli świat zobaczy płynące z serca łzy, pozna moją słabość? Co się zmieni, jeśli zacznę działać w zgodzie ze swoją wrażliwością, która zawsze idzie w parze z Prawdą? Czy zada cios, czy może się powstrzyma? Co, jeśli moja Prawda obnaży czyjąś słabość i tym samym sprawi komuś ból? Czy mogę sobie pozwolić, by kogoś zranić?

Kobiecość, którą odkryłam, jest jakością boską, bo automatycznie przenosi mnie do doświadczenia RAJU.

To tylko część pytań, z którymi mierzyłam się w drodze. Nie jest łatwo na nie odpowiedzieć, bo nie jest łatwo rozpoznać swoją własną Prawdę. Wierzę jednak, że jest to możliwe, a wtedy jej ukazanie światu, które często wymaga stanięcia przed kimś z rozerwanym sercem na dłoni, choć boli, przynosi obfite owoce. Uzdrawia, umacnia i roztapia zatwardziałe serca. Pokazuje, że wrażliwość jest źródłem prawdziwej odwagi (B. Brown). Przywraca Raj utracony. Tego nauczyłam się w procesie własnych narodzin, a moja podróż trwa dalej.

*Określeń „kobiecość” i „męskość” nie używam w odniesieniu do cech płciowych, ale jakości. Uważam oba aspekty za niezależne od płci. W moim doświadczeniu podkreślony został pozytywny aspekt kobiecy i cień aspektu męskiego. Tego wymagała wewnętrzna dynamika mojego własnego procesu dla osiągnięcia harmonii. Podróż każdego z nas może przebiegać zupełnie inaczej, co nie oznacza lepiej lub gorzej. Te kategorie nie obowiązują w podróżowaniu głębokim. Relacją z mojej drogi dzielę się z myślą, że jakiś podróżnik/podróżniczka może mieć podobnie, a wiadomo, że razem wędruje się raźniej 🙂

Może Ci się spodobać

Brak komentarzy

Leave a Reply